Marzec 2020

Estonia skrytykowała UE za brak solidarności

Prezydent Estonii Kersti Kaljulajd skrytykował działania przywódców UE za brak solidarności w kryzysie spowodowanym rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Według niej UE nie radzi sobie ze swoim głównym zadaniem, tj. zapewnieniem funkcjonowania jednolitego rynku.

 

 

„Główną funkcją UE jest to, że mamy jedną przestrzeń gospodarczą, swobodny przepływ siły roboczej, towarów, usług i kapitału. Przy co najmniej trzech z tych elementów mamy dzisiaj oczywiste problemy ”- powiedziała.

 

Koronawirus pozbawił nas komfortu i korzyści, płynących z globalizacji. Jakie będzie życie po pandemii?

 

Kaljulayd uważa, że konieczne jest rozpoczęcie rozwiązywania problemu z jego rozpoznaniem. Według głowy państwa władze estońskie powinny agresywnie negocjować z innymi państwami członkowskimi UE i Komisją Europejską w sprawie tego, jak zapewnić, aby towary nie pozostawały na granicach.

 

Ogólne zasady Unii Europejskiej przestały być przestrzegane, co rodzi wiele pytań dotyczących solidarności w UE.

 

„Mam jednak nadzieję, że wszyscy wspólnie to wypracujemy, wszyscy razem. Powtarzam raz jeszcze, że Unia Europejska nie jest rzeczą samą w sobie, ale unią naszych państw narodowych” – tłumaczy Kaljulaid.

 

Według najnowszych danych 753 mieszkańców republik bałtyckich zostało zarażonych koronawirusem, tj. w Estonii - 369 osób. Na Łotwie wykryto 197 przypadków infekcji, a na Litwie 187. Pierwsza śmierć została zarejestrowana 21 marca br. 83-letnia kobieta zmarła na Litwie. Diagnozę postawiono po jej śmierci.

 




Estoński raper z objawami koronawirusa: „Od teraz będziemy testować tylko zmarłych”

Raper Andrus Elbing znany jako Beebilõust podejrzewa, że miał kontakt z osobą z koronawirusem. Elbing postanowił wykonać test, gdy miał problemy z oddychaniem. Na swojej stronie na Facebooku skrytykował Departament Zdrowia, ponieważ według Andrusa prawie niemożliwe jest poddanie się testom.

 

 

Elbing uważa, że kontakt z nosicielem wirusa miał miejsce tydzień wcześniej.

 

„Na szczęście żona i dziecko byli z dala od domu, więc zdecydowaliśmy, że muszą tam zostać dłużej” - napisał 38-letni raper, który w zeszłym roku został ojcem.

 

Jakiś czas później wystąpiły u niego objawy. „Łaskocze w gardle, swędzący nos, lekki kaszel, katar, ból głowy” - opisuje raper.

 

Ponieważ nie było temperatury, myślał, że może to być zwykłe przeziębienie, ale w ostatnią sobotę zauważył, że trudno mu oddychać.

 

„Gdy przechodzisz z jednego końca pokoju do drugiego, pojawia się duszność. Rozmawiałem przez telefon, kiedy w połowie rozmowy uświadomiłem sobie, że brakuje mi tlenu ”- powiedział Elbing.

 

Ponieważ ukochana Elbinga Ingrid Mänd chciała wrócić z dzieckiem do domu, Elbing postanowił przejść testy.

 

Według Andrusa nie jest jasne, w jaki sposób należy zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa, jeśli nie można przejść testu. Był oburzony, że zdiagnozowano go telefonicznie.

 

„Co się tutaj dzieje. Mamy szalejącą epidemię wirusa, sytuację awaryjną, ale nie można przejść testów. Zasadniczo tylko dr Vasiliev może stawiać diagnozy telefonicznie. Tak działa lekarz rodzinny? Pewnie ma jakieś polecenie z Departamentu Zdrowia, żeby tak postępować” - tłumaczy mężczyzna.

 

Elbing w końcu doszedł do wniosku, że testów nie można zaliczyć, ponieważ jest to po prostu niemożliwe.

 

„Jeśli nie jesteś zagrożony, nie możesz przejść testu, nie masz samochodu, nie możesz przejść testu, mam pieniądze, ale nie mogę przejść testu, mam test, ale nie mogę go przejść. I oto moja myśl dnia: od teraz sprawdzamy tylko umarłych, ponieważ nie możemy sprawdzić żywych” - podsumował raper.

 




W porcie w Tallinie spłonęła ciężarówka, przewożąca materiały budowlane

W czwartek o godzinie 17.30 w porcie w Tallinie słychać było kilka wybuchów.

 

 

 

Pojazd zapalił się w porcie i spłonął całkowicie. Na szczęście nikt nie został ranny.

 

Płonąca ciężarówka stała na parkingu dla samochodów opuszczających prom.

 

Według przedstawiciela ratowników małe wybuchy spowodowane były pękaniem opon ciężarówki.

 

Ogień zaprószył się między kabiną a przyczepą. Kierowca zauważył, co się dzieje i wysiadł wporę z kabiny.

 

Początkowo płomień był niewielki, ale bardzo szybko rozprzestrzenił się na całą maszynę. W tej chwili służby wyjaśniają, co mogło go wywołać.

 

Po przybyciu na miejsce zdarzenia strażacy przystąpili do gaszenia auta.

 

O ile wiadomo, w samochodzie nie było chemikaliów ani innych towarów niebezpiecznych. Tir przewoził materiały budowlane.

 

Dyrektor portu w Tallinie Valdo Kalm powiedział Delfi, że ciężarówka zapaliła się na parkingu, stojąc w Terminalu D.

 

„Ustalamy, co dokładnie się tam wydarzyło. Nie ma zagrożenia dla terminalu ani statków” - powiedział Kalm.

 

 

Według jednego z mieszkańców pobliskiego domu najpierw słychać było silną eksplozję, potem kilka słabszych.